środa, 30 marca 2016

Nie ma za co zyc...

Ostatnie parę dni przed pieniędzmi jest trudne jak wiadomo. Problem w tym, że w tym miesiącu te ostatnie dni się przedłużają a ja nie mam pomysłu na tanie jedzenie już... Wczoraj na obiad zrobiłam połączenie makaronu, czerwonej fasoli z puszki, jajka i maggi. Nawet okazało się zjadliwe. Z pomysłów na tanie dania:
-makaron smażony z cukinią i feta
-makaron smażony z białym serem (koniecznie jeść letni lub zimny na ciepło blee.. ) opcjonalnie skwarki
-makaron z sosem z proszku :/ ... jak nic nie ma a zjeść cokolwiek trzeba
-makaron z jajkiem, klasyk
-makaron z tuńczykiem i cebulą,
-makaron z parówkami i kilkoma oliwkami,
-sałatka z ryżu/makaronu i tuńczyka/parówek i kukurydzy, fasoli z puszki, co tam jest plus majonez
-makaron z barszczem czerwonym (skoro robią takie zupki błyskawiczne...)
-kasza gryczana z sosem pomidorowym,
-kasza gryczana z surówką z pora (por + śmietana/kefir)
-kotlety z kaszy jęczmiennej z sosem pomidorowym/ chlebem z masłem/margaryną
-ryż z jajkiem i maggi (ostatnio maggi mi zaczęło smakować więc mogę je wlewać do wszystkiego :)
-kanapki z pomidorem/ ogórkiem
-kanapki z kremem czekoladowym
-smażony chleb moczony w jajku posypany przyprawami curry/oregano
-domowe frytki z ziemniaków
To z moich pomysłów. Może jakiś inny pomysł?
Jak myślę o tanim jedzeniu przypomina mi się mój pomysł z początków studiów (dziś bym raczej tego nie zjadła :) często do ugotowanego makaronu dawałam "sos" który robiłam wrzucając do rondelka z  kostką drobiową puszkę rozdrobnionego tuńczyka i posiekane oliwki do tego duuuużo pieprzu i gotowe... Miało się pomysły :D

wtorek, 29 marca 2016

Wczoraj był fajny dzień. Byłam na spacerze w lesie. Oh, jak dawno nie byłam w lesie. Miało być inaczej- spotkałam się z kolegą i mieliśmy korzystając z fajnej pogody posiedzieć w parku, a wyszedł las i łażenie po zielsku, ale mimo wszystko było ok. Trudno w to uwierzyć, ale pierwszy raz w życiu widziałam prawdziwą norę borsuka :) tak to jest jak się jest dzieckiem z miasta. Później wieczorem wróciłam do domu i dalej czytałam książkę. Teraz czytam 2 powieści na raz plus chyba dość znany poradnik "5 języków miłości" (Gary Chapman). Dobrze, że została mi pożyczona, a nie wydałam na nią kasy, bo nie widzę w niej nic specjalnego. Wg niej istnieje 5 sposobów okazywania sobie uczuć i każdy mówi jakimś z tych "języków". Skoro to poradnik to są też rady jak odkryć jaki jest nasz i jak nauczyć się mówić językiem bliskich nam ludzi. Szybko się czyta, ale dla mnie nie wnosi nic odkrywczego. Ogólnie jak ktoś ma chęć i wpadnie w ręce można przeczytać, ale żeby jej specjalnie szukać... Jak dla mnie nie warto.

niedziela, 27 marca 2016

Początek

Wielkanoc... Piękny dzień, żeby zacząć pisać bloga. Długo się nad tym zastanawiałam czy w ogóle zacząć będzie to pamiętnik dnia codziennego połączony z przemyśleniami na temat rozwoju osobistego. Skoro już przeczytałeś te trzy linijki warto bym napisała kim jestem. Otóż jestem kobietą z Warszawy. Mieszkam tu, studiuję, tu toczy się moje szaro-kolorowe życie.  Szare, bo mam depresję. Moje życie było tak przerąbane, że przez to biorę leki i mam dół. O tym tu też będę pisać. Dużo. Na pewno dużo, a kolorowe, bo... bo wcześniej miałam dużo pomysłów na siebie. Część jest już nieaktualna, ale część się rozwija. Lubię się uczyć. Porywa mnie świat rozwijania swoich talentów. Nie mogę się nadal zdecydować co bym chciała robić po studiach. A co do dziś... Dziś był właśnie typowy dzień z depresją. Rano nie mogłam zebrać się z mojego malutkiego depresyjnego świata i wyjść z domu, ale cóż. Obiecałam, że będę na śniadaniu Wielkanocnym. Samo się nie pojedzie, więc...  Cieszę się, że pojechałam spotkałam się z S. moim przyjacielem od paru lat. Jednak ile można mówić, że u mnie źle. A skoro nie mówić to ostatnio nie mam o czym mówić. Pogadaliśmy chwilę i poszłam. Było ok, aż w drodze w autobusie się popłakałam. Wróciłam do domu i w ryk. Tak, to właśnie tak wygląda. W krainie smutku nigdy nie wiesz kiedy wybuchnie. Podobno ludzie nie płaczą, bo są słabi tylko płaczą, bo byli silni za długo. U mnie by się to nawet zgadzało. Ale płacz mi się mimo wszystko kojarzy właśnie ze słabością. No bo co on daje? jak jest źle i powyjesz to jest lepiej? mnie tylko wtedy głowa boli i mi gorzej, bo myślę, że do niczego się nie nadaje i zamiast spiąć się i działać to płaczę... Na dziś tyle. Jako mój pierwszy w życiu wpis. Postaram się pisać często, ale jak wyjdzie nie wiem.