niedziela, 27 marca 2016

Początek

Wielkanoc... Piękny dzień, żeby zacząć pisać bloga. Długo się nad tym zastanawiałam czy w ogóle zacząć będzie to pamiętnik dnia codziennego połączony z przemyśleniami na temat rozwoju osobistego. Skoro już przeczytałeś te trzy linijki warto bym napisała kim jestem. Otóż jestem kobietą z Warszawy. Mieszkam tu, studiuję, tu toczy się moje szaro-kolorowe życie.  Szare, bo mam depresję. Moje życie było tak przerąbane, że przez to biorę leki i mam dół. O tym tu też będę pisać. Dużo. Na pewno dużo, a kolorowe, bo... bo wcześniej miałam dużo pomysłów na siebie. Część jest już nieaktualna, ale część się rozwija. Lubię się uczyć. Porywa mnie świat rozwijania swoich talentów. Nie mogę się nadal zdecydować co bym chciała robić po studiach. A co do dziś... Dziś był właśnie typowy dzień z depresją. Rano nie mogłam zebrać się z mojego malutkiego depresyjnego świata i wyjść z domu, ale cóż. Obiecałam, że będę na śniadaniu Wielkanocnym. Samo się nie pojedzie, więc...  Cieszę się, że pojechałam spotkałam się z S. moim przyjacielem od paru lat. Jednak ile można mówić, że u mnie źle. A skoro nie mówić to ostatnio nie mam o czym mówić. Pogadaliśmy chwilę i poszłam. Było ok, aż w drodze w autobusie się popłakałam. Wróciłam do domu i w ryk. Tak, to właśnie tak wygląda. W krainie smutku nigdy nie wiesz kiedy wybuchnie. Podobno ludzie nie płaczą, bo są słabi tylko płaczą, bo byli silni za długo. U mnie by się to nawet zgadzało. Ale płacz mi się mimo wszystko kojarzy właśnie ze słabością. No bo co on daje? jak jest źle i powyjesz to jest lepiej? mnie tylko wtedy głowa boli i mi gorzej, bo myślę, że do niczego się nie nadaje i zamiast spiąć się i działać to płaczę... Na dziś tyle. Jako mój pierwszy w życiu wpis. Postaram się pisać często, ale jak wyjdzie nie wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz