niedziela, 8 maja 2016

samotna i zla

To wkurzające jak ktoś się wypowiada nie mając kompletnie pojęcia o czym mówi np. teraz moja znajoma gada, że jak została śmieszna ilość kasy do następnych pieniędzy to spoko, ona też to zna... jasne, to jednak trochę inaczej musieć liczyć na siebie a mieć wsparcie w słoiczkach z domu!

sobota, 30 kwietnia 2016

niedziela, 17 kwietnia 2016

studia

Hej, studia mnie trochę pochłonęły mam sporo zaległości, głównie z powodu braku siły i ochoty by coś robić. W każdym razie dziś w ramach uzupełniania robię pracę na zajęcia informatyczne i poznałam  nową dla mnie aplikację (wiem, że to żadna nowość, ale ja jestem noga z informatyki :P )

...Tak więc przedstawiam moją drugą w życiu zrobioną chmurę wyrazów... ta dam :D



sobota, 9 kwietnia 2016

warsztaty

Szybko, szybko, szybko.;. Zaraz biegnę na warsztaty. Dziś będę rozwijać moją inteligencję emocjonalną. Zapowiada się ciekawie, ale zobaczymy. Dam znać jak było i co było. Szkoda tylko, że pogoda słaba- ciągle leje.

....................................................................................................................................................

Nie jestem zadowolona z warsztatu. Wyglądał tak: przywitanie, integracja (chodziliśmy z kartką z imieniem, w parach opowiadaliśmy najpierw o sobie, później dawaliśmy osobie kartkę z naszym imieniem a ona nam, następnej osobie opowiadaliśmy o osobie z którą rozmawialiśmy i tak 3 razy, na koniec w kole mówiliśmy o ostatniej osobie o której słyszeliśmy i mamy w ręku kartkę z jej imieniem), potem trochę teorii, "mapa emocji" (dostaliśmy karteczki z nazwami emocji i flipchart i w 4 osobowych zespole mieliśmy według własnego pomysłu jakoś je uporządkować) i omówienie na forum, wypisywanie jak radzimy sobie z emocjami i wymiana pomysłów (czyli tzw. regulowanie emocji własnych), coś jak kalambury- wypowiadanie danego słowa z wylosowaną emocją i reszta zgaduje jaka emocja, w 3 praca nad regulowaniem emocji cudzych (historyjka, 1 osoba jest zła/smutna, 2 osoba próbuje wpłynąć na jej nastrój, a 3 obserwuje), patrzenie sobie w oczy przez 2 min i przemyślenia na forum, podsumowanie i tyle. Chyba nic nie pominęłam. Jakoś takie mało wnoszące te warsztaty. Wiem, że przez 7 godzin (z przerwami) nie da się zrobić nie wiadomo czego, ale według mnie dałoby się więcej.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Praktyki

Dziś mam pierwszy dzień nowych praktyk. Dosłownie za godzinę zaczynam :) mam nadzieję, że będzie fajnie. Udało mi się dostać do placówki, którą sobie upatrzyłam, wydaje się być ok, no i blisko domu więc jeszcze lepiej. Od tygodnia biorę też nowy, inny antydepresant i wygląda na to, że w końcu działa czuję już lekką poprawę. Nie to żebym rano się zrywała z łóżka pełna radości, ale wstanie nie jest koszmarem, bo po co mam wstać? Prawdopodobnie jest to też związane z urozmaiceniem dni, bo o wiele bardziej wciąga praktyka czy warsztaty, na których byłam wczoraj niż siedzenie na wykładach i słuchanie teorii. W dodatku jak się studiuje któryś rok to ta teoria się powtarza... Owocnego dnia!

sobota, 2 kwietnia 2016

dzień za dniem...

Minął kolejny dzień plany miałam ambitne, ale siły nie mam, ani ochoty ani w ogóle.. Miałam jechać na darmowe warsztaty o coachingu, ale w końcu nie pojechałam zostałam w domu i oglądałam filmy YT o kosmetykach. W sumie też nieźle, już jakiś czas się tym interesuje... chyba można to już uznać za pewnego rodzaju małe hobby. Co nie zmienia faktu, że mam zaległości na studiach i powinnam się zająć tym. Tylko taki mały drobiazg "powinnam" już mnie nie przekonuje. Jak się ma obniżony nastrój to nauka jest trudna, ciężko się skupić i w sumie przestało to być tak pasjonujące. Żeby studiować trzeba mieć też cierpliwość, a ja już chce się zająć tym co mnie interesuje, a nie wkuwać definicje, bo trzeba je zaliczyć. Z systemu oświaty się chyba wyrasta... W pewnym momencie już pora się doskonalić wg własnej wizji, a nie programu narzuconego z góry. Podsumowując efektywność dnia - kilka obejrzanych filmów na YT, trochę czasu poświęconego czytaniu powieści i kilka rozegranych w necie partii literaków. Mogło być lepiej, ale zawsze coś.

środa, 30 marca 2016

Nie ma za co zyc...

Ostatnie parę dni przed pieniędzmi jest trudne jak wiadomo. Problem w tym, że w tym miesiącu te ostatnie dni się przedłużają a ja nie mam pomysłu na tanie jedzenie już... Wczoraj na obiad zrobiłam połączenie makaronu, czerwonej fasoli z puszki, jajka i maggi. Nawet okazało się zjadliwe. Z pomysłów na tanie dania:
-makaron smażony z cukinią i feta
-makaron smażony z białym serem (koniecznie jeść letni lub zimny na ciepło blee.. ) opcjonalnie skwarki
-makaron z sosem z proszku :/ ... jak nic nie ma a zjeść cokolwiek trzeba
-makaron z jajkiem, klasyk
-makaron z tuńczykiem i cebulą,
-makaron z parówkami i kilkoma oliwkami,
-sałatka z ryżu/makaronu i tuńczyka/parówek i kukurydzy, fasoli z puszki, co tam jest plus majonez
-makaron z barszczem czerwonym (skoro robią takie zupki błyskawiczne...)
-kasza gryczana z sosem pomidorowym,
-kasza gryczana z surówką z pora (por + śmietana/kefir)
-kotlety z kaszy jęczmiennej z sosem pomidorowym/ chlebem z masłem/margaryną
-ryż z jajkiem i maggi (ostatnio maggi mi zaczęło smakować więc mogę je wlewać do wszystkiego :)
-kanapki z pomidorem/ ogórkiem
-kanapki z kremem czekoladowym
-smażony chleb moczony w jajku posypany przyprawami curry/oregano
-domowe frytki z ziemniaków
To z moich pomysłów. Może jakiś inny pomysł?
Jak myślę o tanim jedzeniu przypomina mi się mój pomysł z początków studiów (dziś bym raczej tego nie zjadła :) często do ugotowanego makaronu dawałam "sos" który robiłam wrzucając do rondelka z  kostką drobiową puszkę rozdrobnionego tuńczyka i posiekane oliwki do tego duuuużo pieprzu i gotowe... Miało się pomysły :D

wtorek, 29 marca 2016

Wczoraj był fajny dzień. Byłam na spacerze w lesie. Oh, jak dawno nie byłam w lesie. Miało być inaczej- spotkałam się z kolegą i mieliśmy korzystając z fajnej pogody posiedzieć w parku, a wyszedł las i łażenie po zielsku, ale mimo wszystko było ok. Trudno w to uwierzyć, ale pierwszy raz w życiu widziałam prawdziwą norę borsuka :) tak to jest jak się jest dzieckiem z miasta. Później wieczorem wróciłam do domu i dalej czytałam książkę. Teraz czytam 2 powieści na raz plus chyba dość znany poradnik "5 języków miłości" (Gary Chapman). Dobrze, że została mi pożyczona, a nie wydałam na nią kasy, bo nie widzę w niej nic specjalnego. Wg niej istnieje 5 sposobów okazywania sobie uczuć i każdy mówi jakimś z tych "języków". Skoro to poradnik to są też rady jak odkryć jaki jest nasz i jak nauczyć się mówić językiem bliskich nam ludzi. Szybko się czyta, ale dla mnie nie wnosi nic odkrywczego. Ogólnie jak ktoś ma chęć i wpadnie w ręce można przeczytać, ale żeby jej specjalnie szukać... Jak dla mnie nie warto.

niedziela, 27 marca 2016

Początek

Wielkanoc... Piękny dzień, żeby zacząć pisać bloga. Długo się nad tym zastanawiałam czy w ogóle zacząć będzie to pamiętnik dnia codziennego połączony z przemyśleniami na temat rozwoju osobistego. Skoro już przeczytałeś te trzy linijki warto bym napisała kim jestem. Otóż jestem kobietą z Warszawy. Mieszkam tu, studiuję, tu toczy się moje szaro-kolorowe życie.  Szare, bo mam depresję. Moje życie było tak przerąbane, że przez to biorę leki i mam dół. O tym tu też będę pisać. Dużo. Na pewno dużo, a kolorowe, bo... bo wcześniej miałam dużo pomysłów na siebie. Część jest już nieaktualna, ale część się rozwija. Lubię się uczyć. Porywa mnie świat rozwijania swoich talentów. Nie mogę się nadal zdecydować co bym chciała robić po studiach. A co do dziś... Dziś był właśnie typowy dzień z depresją. Rano nie mogłam zebrać się z mojego malutkiego depresyjnego świata i wyjść z domu, ale cóż. Obiecałam, że będę na śniadaniu Wielkanocnym. Samo się nie pojedzie, więc...  Cieszę się, że pojechałam spotkałam się z S. moim przyjacielem od paru lat. Jednak ile można mówić, że u mnie źle. A skoro nie mówić to ostatnio nie mam o czym mówić. Pogadaliśmy chwilę i poszłam. Było ok, aż w drodze w autobusie się popłakałam. Wróciłam do domu i w ryk. Tak, to właśnie tak wygląda. W krainie smutku nigdy nie wiesz kiedy wybuchnie. Podobno ludzie nie płaczą, bo są słabi tylko płaczą, bo byli silni za długo. U mnie by się to nawet zgadzało. Ale płacz mi się mimo wszystko kojarzy właśnie ze słabością. No bo co on daje? jak jest źle i powyjesz to jest lepiej? mnie tylko wtedy głowa boli i mi gorzej, bo myślę, że do niczego się nie nadaje i zamiast spiąć się i działać to płaczę... Na dziś tyle. Jako mój pierwszy w życiu wpis. Postaram się pisać często, ale jak wyjdzie nie wiem.